Jezioro Tekapo – Obserwatorium astronomiczne Mt John

Tej nocy zmarzłem okrutnie. Błędem okazało się spakowanie dzień wcześniej bagaży na lot i to, że nie wypakowałem tej nocy pianki. Mogłem się domyślić, że może być dość zimno na podstawie tego, że po raz pierwszy w hostelu materace były elektrycznie podgrzewane. Gdy przyśniło mi się, że pożyczam kolejny śpiwór od Stefana i nic nie pomaga wstałem, pozbierałem swoje rzeczy i – pomimo, że tej nocy spałem zaledwie dwie godziny – poszedłem pracować do kuchni. Uratowała mnie gorąca herbata. Czytaj dalej

Dunedin – przylądek Otago – Moreaki – Oamaru

W nocy, gdy kończę pracować, okazuje się, że drzwi w kuchni da się otworzyć jedynie od zewnątrz. Chwila paniki, po czym zmieniam się we włamywacza i przy użyciu dwóch noży otwieram zamek. Jednak rano okazuje się, że mamy konkretniejszy problem. Jedna z opon nie ma kompletnie powietrza. Odnajdujemy w samochodzie narzędzia i zapasowe koło. Odnajduję warsztat wulkanizatora. Zamiast czekać na wymianę zostawiamy Jurka przy pracy w hostelu, a sami ruszamy odnaleźć najbardziej stromą ulicę świata – pochyloną pod kątem 30° Baldwin Street.

Czytaj dalej

Tuatapere – koniec świata (Catlins)

Z Te Anau kierujemy się dalej na południe na sam koniec Południowej Wyspy w stornę Catlins.Po drodze zatrzymujemy się w Yesteryears Museum w Tutapere. To niezwykłę prywatne muzeum / kafejka gdzie właściciele zgromadzili setki przedmiotów codziennego użytku sprzed kilkudziesięciu lat. Gra muzyka z prawdziwego gramofonu. Pijemy kawę. Pałaszujemy szarlotkę. Z właścicielką – Helen McKay – robimy sobie pamiątkowe zdjęcie.

Czytaj dalej

Park Narodowy Westland Tai Poutini (lodowce Franz Josef i Fox) – bliźniacze jeziora Wanaka i Hawea

Rano pogoda nadal przypomina dlaczego Maorysie nazwali Nową Zelandię Aotearoa – lądem długiej, białej chmury. Z nieba siąpi. Jest mglisto i…. jakoś tak byle jak. Wjeżdżamy do doliny lodowca Franz Josef – jednego z wielu lodowców parku narodowego Westland Te Poutini – z zamiarem szybkiego odhaczenia tego punktu programu.

Pogoda nie nastaraja.

Czytaj dalej

Winnice Marlborough – Park Narodowy Abel Tasman

Z Picton jedziemy do Blenheim. Tu zaczynają się słynne winnice Marlborough ciągnące się w stronę Richmond. Zatrzymujemy się centrum dla odwiedzających, żeby zdecydować się, gdzie zatrzrmamy się na degustacje lokalnych winnic.

Jednak pierwszym punktem programu nie jest winnica ale fabryka czekolady Makana Confections. Ach – ten zapach! Ale ceny… niestety. Ruszamy dalej zaczynając z najwyższej półki – od winnicy Saint Clare Estates, gdzie – jak wyjaśnia nam Stefan – wina są najwyższej jakości, ale degustacja jest dość kosztowna (szczególnie, że w kolejnych winnicach degustacja była za darmo). Jednak miejsce prezentuje się wspaniale, rzędy winorośli kończą się panoramą gór. Kwitną róże. Obok można kupić produkowane lokalnie dżemiki (kupuję) i herbaty. Czytaj dalej

Mt Taranaki

Choć w planach mamy wejście na Mt Taranaki (2518 m npm) okazuje się, że w partiach szczytowych nadal panują warunki zimowe. Wejście wymaga użycie raków, czekanów oraz – przede wszystkim – doświadczenia w spinaczce w lodzie. Oznacza to, że musimy zrezygnować z wejścia na szczyt. Na szczęście Park Narodowy Egmont to nie tylko wulkan, ale również piękne, bogate deszczowe lasy pierwotne, nienaruszone przez ludzi, wodospady.

Dzień zaczynamy od wizyty w Taranaki Pioneer Village – skansen, w którym zgromadzono około 40 budowli z przełomu XIX i XX wieku obrazujących życie osadników w tym rejonie. Jest tu m.in. szpital, szkoła, sklepiki, studio fotografa, stacja telegraficzna. W tle wznosi się piękna, ośnieżona góra, a przed małymi domkami kwitną łany strokrotek. Czytaj dalej

Sydney

Plecaki pakujemy do skrytek w hostelu i ruszamy w miasto. Najpierw do Hyde Park, w którym dominuje fontanna Archibalda. Nad placem po jednej stronie wznosi się wieża Cetrepoint Sydney Tower, po przeciwnej katedra St. Marys. Po parku między ludźmi przechadzają się ibisy. Na fioletowo-niebiesko kwitną rozłożyste niebieskie żakarandy (Jacaranda mimosifolia), zawleczone tu przedz osadników oraz kilka okazów miejscowych płomieniście czerwono kwitnących drzew z gatunku brachychiton klonolistny (Brachychiton acerifolius) . Kilka osób przemyca się na mszę do katedry. Kilka innych, w tym ja, czekamy na nich na schodach przed wejściem.

Czytaj dalej