Park Narodowy Westland Tai Poutini (lodowce Franz Josef i Fox) – bliźniacze jeziora Wanaka i Hawea

Rano pogoda nadal przypomina dlaczego Maorysie nazwali Nową Zelandię Aotearoa – lądem długiej, białej chmury. Z nieba siąpi. Jest mglisto i…. jakoś tak byle jak. Wjeżdżamy do doliny lodowca Franz Josef – jednego z wielu lodowców parku narodowego Westland Te Poutini – z zamiarem szybkiego odhaczenia tego punktu programu.

Pogoda nie nastaraja.

Czytaj dalej

Reklamy

Winnice Marlborough – Park Narodowy Abel Tasman

Z Picton jedziemy do Blenheim. Tu zaczynają się słynne winnice Marlborough ciągnące się w stronę Richmond. Zatrzymujemy się centrum dla odwiedzających, żeby zdecydować się, gdzie zatrzrmamy się na degustacje lokalnych winnic.

Jednak pierwszym punktem programu nie jest winnica ale fabryka czekolady Makana Confections. Ach – ten zapach! Ale ceny… niestety. Ruszamy dalej zaczynając z najwyższej półki – od winnicy Saint Clare Estates, gdzie – jak wyjaśnia nam Stefan – wina są najwyższej jakości, ale degustacja jest dość kosztowna (szczególnie, że w kolejnych winnicach degustacja była za darmo). Jednak miejsce prezentuje się wspaniale, rzędy winorośli kończą się panoramą gór. Kwitną róże. Obok można kupić produkowane lokalnie dżemiki (kupuję) i herbaty. Czytaj dalej

Rotorua – gejzery Wai-o-Tapu – trawers wulkanu Tongariro

Dzień zaczynamy od wizyty przy bulgocącyh jeziorach błotnych w Wai-o-tapu (maori – święte wody). Nad wodą unoszą się opary o ostrym zapachu siarkowodoru, jezioro bulgoce i co chwila wurzuca nad powierzchnię rozrywające się błotniste bąble. W większości bąble te są niewielkie jednak w kilku miejscach trwa większa aktywność, bąble wylatują na wyskokść ponad metra i rozrywając się ochlapują szarym błotem otoczenie. Jezioro jest pełne dżwięków, zapachów – zdaje się żyć i oddychać.

Podjeżdżamy pod centrum dla odwiedzajacych, żeby sprawdzić, o której wybucha największy gejzer w okolicy – Lady Knox – i ile kosztuje wejście. Okazuje się, że eksplozje mają miejsce codziennie o 10:15 czyli za mniej niż 45 minut. Kupujemy bilety i podjeżdżamy na parking przy gejzerze. Powyżej gejzeru zbudowana jest widownia, zajmujemy srtategiczne miejsca uwzględniając kierunek wiatru i tło. Czytaj dalej

Auckland – Hobbiton – Dolina ryftowa Waimangu

Zwijamy namioty lub wypelzamy (to ja… po tym jak zostałęm obfotografowany przez dwunożnego tubylca i obwąchany przez czteronożnego) ze śpiworów i namiotów i ruszamy przez Auckland (rozległe, zielone miasto małych domków) na południe w stronę krainy wulkanów i gejzerów. Po drodze zakupy w supermarkecie – wieczorem w hostelu ma być normalna kuchnia, więc zaopatruję się w produkty na w miarę normalny obiad. Moją uwagę przyciągają dwie rzeczy wskazujące, że „już nie jesteśmy w Kansas”. Po pierwsze znaczek MacDonalda z nowozelandzką paprocią i informacją, że tu serwuje się jagnięcinę. I ilość porostów porastajacych wszystko w okolicy. Czytaj dalej

Góry Błękitne

Rano wciąż otula nas mgła. Na campingu koło Evans Point nasze namioty są mokre. Gdy wstaję okazuje się, że Stefan już zwiedził okolicę, podobnie zresztą Ela i Kasia. Czyżby wyłaziło ze mnie zmęczenie. Zwijamy mokre namioty i pakujemy się do samochodów. W hostelu YHIA spotykamy się z resztą ekipy na śniadaniu. Nad nami nadal wisi mgła – jednak gdy docieramy na Echo Point zaczyna się rozrywać, i co jakiś czas pojawiają się zarysy Trzech Sióstr. Choć według informacji uzyskanych w recepsji hostelu pogoda ma być podobna do tego co było wczoraj znaki na niebie wskazują, że chyba będzie lepiej. Głosowanie – zapada decyzja, żeby nie jechać do winnic Hunter’s Valley a zostać tutaj. I trzymać kciuki za pogodę. Czytaj dalej

Góry Błękitne we mgle

Rano, gdy reszta ekipy rusza na śniadanie, my z Jerzym ładujemy się do taksówki i gdzieś w okolicach lotniska odbieramy samochody. Pół godziny później jesteśmy pod hostelem. Pakujemy się do aut i kierujemy w stronę parku narodowego Gór Błękitnych. Pogoda powoli się psuje, ale najpierw musimy wyjechać z Sydney. Które jest ogromne. I im dalej od centrum – tym mniej reprezentacyjne i bogate. Wzdłuż drogi ciągną się dwukondygnacyjne zabudowania z mikrofirmami na parterze. Nad nami przelatują samoloty szykujące się do lądowania. Są tak nisko, że widać jak na ich skrzydłach kondensuje się deszcz spływając w strugach w dół. Powoli gęstnieje mgła. Czytaj dalej

Całkowite zaćmienie Słońca – Daintree National Park – Port Douglas

Wstajemy wcześnie bowiem zaczynają się pojawiać inni obserwatorzy a ponieważ nie po to spędziliśmy noc na poboczu by teraz ktoś nam zaparkował w kadrze to prosimy, żeby parkowali i rozstawiali sprzęt obserwacyjny za nami. Powoli wzdłuż pobocza za nami zbiera się całkiem sporo samochodów. Powoli budzi się reszta ekipy. Część rozstawia statywy pomiędzy namiotami. Kilka osób rozkłada nieco większy sprzęt po drugiej stronie drogi. Wszyscy wpatrujemy się w niski wał chmur zawieszony nad górami na wschodzie. Tam, gdzie jest Cairns. Niebo powyżej i nad nami jest praktycznie czyste, tylko czasem jakiś uciekinier przepływa oderwawszy się od wschodniego widnokręgu.

Czytaj dalej