Winnice Marlborough – Park Narodowy Abel Tasman

Z Picton jedziemy do Blenheim. Tu zaczynają się słynne winnice Marlborough ciągnące się w stronę Richmond. Zatrzymujemy się centrum dla odwiedzających, żeby zdecydować się, gdzie zatrzrmamy się na degustacje lokalnych winnic.

Jednak pierwszym punktem programu nie jest winnica ale fabryka czekolady Makana Confections. Ach – ten zapach! Ale ceny… niestety. Ruszamy dalej zaczynając z najwyższej półki – od winnicy Saint Clare Estates, gdzie – jak wyjaśnia nam Stefan – wina są najwyższej jakości, ale degustacja jest dość kosztowna (szczególnie, że w kolejnych winnicach degustacja była za darmo). Jednak miejsce prezentuje się wspaniale, rzędy winorośli kończą się panoramą gór. Kwitną róże. Obok można kupić produkowane lokalnie dżemiki (kupuję) i herbaty. Czytaj dalej

Mt Taranaki

Choć w planach mamy wejście na Mt Taranaki (2518 m npm) okazuje się, że w partiach szczytowych nadal panują warunki zimowe. Wejście wymaga użycie raków, czekanów oraz – przede wszystkim – doświadczenia w spinaczce w lodzie. Oznacza to, że musimy zrezygnować z wejścia na szczyt. Na szczęście Park Narodowy Egmont to nie tylko wulkan, ale również piękne, bogate deszczowe lasy pierwotne, nienaruszone przez ludzi, wodospady.

Dzień zaczynamy od wizyty w Taranaki Pioneer Village – skansen, w którym zgromadzono około 40 budowli z przełomu XIX i XX wieku obrazujących życie osadników w tym rejonie. Jest tu m.in. szpital, szkoła, sklepiki, studio fotografa, stacja telegraficzna. W tle wznosi się piękna, ośnieżona góra, a przed małymi domkami kwitną łany strokrotek. Czytaj dalej

Góry Błękitne we mgle

Rano, gdy reszta ekipy rusza na śniadanie, my z Jerzym ładujemy się do taksówki i gdzieś w okolicach lotniska odbieramy samochody. Pół godziny później jesteśmy pod hostelem. Pakujemy się do aut i kierujemy w stronę parku narodowego Gór Błękitnych. Pogoda powoli się psuje, ale najpierw musimy wyjechać z Sydney. Które jest ogromne. I im dalej od centrum – tym mniej reprezentacyjne i bogate. Wzdłuż drogi ciągną się dwukondygnacyjne zabudowania z mikrofirmami na parterze. Nad nami przelatują samoloty szykujące się do lądowania. Są tak nisko, że widać jak na ich skrzydłach kondensuje się deszcz spływając w strugach w dół. Powoli gęstnieje mgła. Czytaj dalej