Park Narodowy Westland Tai Poutini (lodowce Franz Josef i Fox) – bliźniacze jeziora Wanaka i Hawea

Rano pogoda nadal przypomina dlaczego Maorysie nazwali Nową Zelandię Aotearoa – lądem długiej, białej chmury. Z nieba siąpi. Jest mglisto i…. jakoś tak byle jak. Wjeżdżamy do doliny lodowca Franz Josef – jednego z wielu lodowców parku narodowego Westland Te Poutini – z zamiarem szybkiego odhaczenia tego punktu programu.

Pogoda nie nastaraja.

Czytaj dalej

Reklamy

Sydney

Plecaki pakujemy do skrytek w hostelu i ruszamy w miasto. Najpierw do Hyde Park, w którym dominuje fontanna Archibalda. Nad placem po jednej stronie wznosi się wieża Cetrepoint Sydney Tower, po przeciwnej katedra St. Marys. Po parku między ludźmi przechadzają się ibisy. Na fioletowo-niebiesko kwitną rozłożyste niebieskie żakarandy (Jacaranda mimosifolia), zawleczone tu przedz osadników oraz kilka okazów miejscowych płomieniście czerwono kwitnących drzew z gatunku brachychiton klonolistny (Brachychiton acerifolius) . Kilka osób przemyca się na mszę do katedry. Kilka innych, w tym ja, czekamy na nich na schodach przed wejściem.

Czytaj dalej

Góry Błękitne

Rano wciąż otula nas mgła. Na campingu koło Evans Point nasze namioty są mokre. Gdy wstaję okazuje się, że Stefan już zwiedził okolicę, podobnie zresztą Ela i Kasia. Czyżby wyłaziło ze mnie zmęczenie. Zwijamy mokre namioty i pakujemy się do samochodów. W hostelu YHIA spotykamy się z resztą ekipy na śniadaniu. Nad nami nadal wisi mgła – jednak gdy docieramy na Echo Point zaczyna się rozrywać, i co jakiś czas pojawiają się zarysy Trzech Sióstr. Choć według informacji uzyskanych w recepsji hostelu pogoda ma być podobna do tego co było wczoraj znaki na niebie wskazują, że chyba będzie lepiej. Głosowanie – zapada decyzja, żeby nie jechać do winnic Hunter’s Valley a zostać tutaj. I trzymać kciuki za pogodę. Czytaj dalej

Góry Błękitne we mgle

Rano, gdy reszta ekipy rusza na śniadanie, my z Jerzym ładujemy się do taksówki i gdzieś w okolicach lotniska odbieramy samochody. Pół godziny później jesteśmy pod hostelem. Pakujemy się do aut i kierujemy w stronę parku narodowego Gór Błękitnych. Pogoda powoli się psuje, ale najpierw musimy wyjechać z Sydney. Które jest ogromne. I im dalej od centrum – tym mniej reprezentacyjne i bogate. Wzdłuż drogi ciągną się dwukondygnacyjne zabudowania z mikrofirmami na parterze. Nad nami przelatują samoloty szykujące się do lądowania. Są tak nisko, że widać jak na ich skrzydłach kondensuje się deszcz spływając w strugach w dół. Powoli gęstnieje mgła. Czytaj dalej

Cairns – Townsend – Sydney

O świcie ruszamy do Townsend, skąd cała ekipa – z wyjątkiem mnie – poleci do Sydney. Mi przypadł w udziale obowiązek odwiezienia jednego z samochodów do Cairns i lot późniejszym samolotem do Sydney przez Brisbane. Podczas gdy nieco przysypiając (na tyle, że policja z Queensland postanowiła sprawdzić mój stan) szukałem drogi do Cairns (uwaga na przyszłość – warto mieć mapę, a nie jedynie nadzieję, że trafię…) reszta wyprawy ląduje w Sydney. Po przylocie i zameldowaniu się w hostelach ruszają na zwiedzanie tego pięknego miasta oglądając jego panoramę dzienną i wieczorną z promu.

Sam do Sydney, przez Brisbane, docieram tuż przed północą. Zwiedzanie miasta będzie musiało poczekać do następnej wyprawy.

Całkowite zaćmienie Słońca – Daintree National Park – Port Douglas

Wstajemy wcześnie bowiem zaczynają się pojawiać inni obserwatorzy a ponieważ nie po to spędziliśmy noc na poboczu by teraz ktoś nam zaparkował w kadrze to prosimy, żeby parkowali i rozstawiali sprzęt obserwacyjny za nami. Powoli wzdłuż pobocza za nami zbiera się całkiem sporo samochodów. Powoli budzi się reszta ekipy. Część rozstawia statywy pomiędzy namiotami. Kilka osób rozkłada nieco większy sprzęt po drugiej stronie drogi. Wszyscy wpatrujemy się w niski wał chmur zawieszony nad górami na wschodzie. Tam, gdzie jest Cairns. Niebo powyżej i nad nami jest praktycznie czyste, tylko czasem jakiś uciekinier przepływa oderwawszy się od wschodniego widnokręgu.

Czytaj dalej

Barron Gorge National Park – Kuranda – Tabletops

Ponieważ kolejne dni w Cairns pogoda jest coraz gorsza, a każdego poranka niebo jest całkowicie zakryte przez chmury, z których co jakiś czas pada, siadamy z Jurkiem nad mapami analizując opcje. Z rozmów z miejscowymi wynika jasno, że aby uciec od chmur trzeba przejechać na zachodnią stronę pasma gór wznoszących się wzdłuż wschodznieog wybrzeża. Na górach tych zatrzymuje się większość wilgoci niesionej przez wiatry znad Pacyfiku. Z drugiej strony im dalej przesuniemy miejsce obserwacji na zachód tym krótsze zaćmienie, a do tego tym  wcześniej i niżej nad horyzontem. Wstępnie wybieramy trzy lokalizacje – zachodni brzeg jeziora Mitchell, pagórki na południowym krańcu miejscowości Mount Malloy i drogę Mulligan Highway. Idziemy spać by wstać możliwie jak najwcześniej.

Czytaj dalej